wtorek, 8 września 2015

Co dobrego

Ostatnie lato obfitowało w nieszczęścia. Miałam wrażenie, że jak tylko odetchnęłam i zażegnałam jeden kryzys, przychodził następny. Może tak to już w życiu bywa, ale w te parę miesięcy przerwy między tymi wydarzeniami zrobiły się niebezpiecznie krótkie. Ramię wstępujące sinusoidy nie zdążyło osiągnąć  poziomu wyjściowego i znów zaczynał się spadek formy.

Takie miałam wrażenie przynajmniej. Postanowiłam spisać te dobre rzeczy, które się  wydarzyły. Chyba po to żeby pokazać samej sobie, że nie jest aż tak źle. Baaaa.. Były momenty kiedy wydawało się, że wygrałam los na loterii....

Co się podziało dobrego? Co powinnam docenić?

--> Cudowne wakacje. 1,5 tygodnia sportu, książek, lenistwa. Wszystkiego po trochę - dokładnie tyle, ile się danej rzeczy chciało. Bez martwienia się o pracę, bez wiecznego czekania i myślenia kiedy zadzwoni telefon. Totalny luz.  Był i rower, był i tenis, i plażing. Nawet w międzyczasie parę grzybków się znalazło i będzie z nich może zupa grzybowa ;)



--> Podszkoliłam się  w windusrfingu. Pierwszy raz próbowałam w zeszłym roku i naprawdę spodobało mi się to. Pierwsze ślizgi z zawrotną (przynajmniej dla mnie;) prędkością  i to uczucie wolności, kiedy słona woda pryska na ciało, a wiatr rozwiewa włosy.  Poza tym to uczucie, że z czymś idę do przodu, w czymś jestem co raz lepsza. Po prostu satysfakcja.


--> Poukładałam priorytety. Zdystansowanie się od pracy na tyle, by nie miała ona bezpośredniego wpływu na mój nastrój i samopoczucie. Po prostu chyba zrozumiałam,  że w dotychczasowym miejscu pracy muszę tylko jakiś czas jeszcze  "dopracować, przepracować". Czerpiąc dla siebie tyle co mogę, co głównie polega na SAMOrozwoju, bo od tych moich PSEUDOautorytetow  w pracy uczyć się nie chce. Powinnam już jakiś czas temu zmienić swoje oczekiwania i nie popadać we frustrację. To TYLKO praca. Ludzie w niej to ZNAJOMI z pracy. Raczej nie więcej.

 --> Uratowana noga Taty. Dzięki Bogu! Tyle chyba w temacie, bo nic więcej dobrego  się w tym temacie napisać nie da. Jakiekolwiek zgłębianie tej kwestii to smutek, że dalej nie robi nic by powstrzymać progresję choroby i  marnuje sobie życie...

--> Powrót do biegania. Będzie jeszcze lepiej. Upały się skończyły, liczę że nastaną  niedeszczowe złotojesienne dni,  kiedy bieganie po lesie to jest po prostu nieziemskie przeżycie, tak jest pięknie.

--> Decyzja o wrześniowym urlopie. A co! nie ma co marnować czasu, z dzieciaczkiem nie będzie można tak aktywnie  spędzać urlopu, przynajmniej na początku, więc może jednak jeszcze jeden "ostatni" urlop przed rodzinnymi wakacjami?

--.> Nowe płytki na balkonie i w końcu płytki w kuchni nad blatem. Mała rzecz a cieszy.  Zawsze będzie mniej wkurzać  ta wiecznie pochlapana ściana nad blatem. Już mnie strasznie denerwowała. Nasze mieszkanko pewnie nigdy nie będzie do końca "wykończone", np łazienki nie remontowaliśmy tak generalnie po poprzednich właścicielach, tylko jakieś małe przeróbki- i pewnie już w całości jej nigdy nie zmienimy. No  chyba, że nasze plany docelowej zmiany na więcej niż 2 pokoje szlag trafi.

--> 70 rocznica ślubu Dziadków męża. Tak. SIEDEMDZIESIĄTA! wiecie jaka to? KAMIENNA. Chyba gorszej nazwy nie ma. O przepraszam, jest. 80-ta to dębowa.   Kojarzy mi się to tylko z nagrobkiem i trumną. Tfu, tfu, okropne nazwy.  Za to cudowne wspólne życie. Cudne obchody rocznicy w gronie w zasadzie tylko najbliższej rodziny (dzieci, wnuki i prawnuki) która i tak jest  na tyle liczna, że wypełniła cały wiejski kościółek.  Przygotowaliśmy dla niech zdjęcia z poprzednich okrągłych (co 5 lat ) rocznic. Bardzo wzruszające było patrzeć na ich szczęście.  Na zdjęciach widać  jak się wszyscy  zmieniali. Śmiechu było przez to!!!  Oby do 75-tej. Dla takich chwil naprawdę warto żyć.


--> Mąż . Chyba jednak powinien znaleźć się na początku  jakiejkolwiek listy pozytywów. Jako constans, wartość niezmienna . Nie wiem jak bym dala rade bez niego. Nie wydarzył się oczywiście przez ostatnie dwa miesiące, nie jest to żadna nowość, ale gdyby nie on to byłaby w dużo gorszej formie psychicznej.



 --> Założenie bloga. Poczucie jak bardzo człowiek nie jest sam i że tyle z Was ma podobne problemy, podobne rozmyślania, i możemy krótkim lub dłuższym słowem wesprzeć się wzajemnie jest czymś dla mnie bardzo nieoczekiwanym. Dzięki Wam czuję się podbudowana. Ciesze się, że tu się znalazłam, że Wy odnalazłyście mnie . I choć nie o wszystkim jeszcze umiem tutaj mówić,  a w zasadzie pisać, to myślę, że z czasem będzie coraz lepiej. Dziękuję! :*

Jakby nie było te rzeczy, które wymieniałam to nie są wcale takie małe radości.  Pewnie tych mniejszych, takich codziennych jest o wiele więcej, lecz ciężko pamiętać o nich z perspektywy dwóch miesięcy.  Chociażby wczorajsze: "lubię ciocię"  od 3-letniej bratanicy męża, siatka pysznych malinowych pomidorów od babci (stała po nie pół godziny w kolejce na rynku, w mieście takich nie ma! :), komplement od dawno niewidzianej cioci, że niby mam ładną cerę... Niby głupoty.
Ale ważne, najważniejsze. Z nich się składa to nasze całe życie. I będę doceniać te rzeczy, na nich się koncentrować. A co! Nikt mi nie zabroni! ;) (W sumie powinnam napisać, że będę się UCZYĆ doceniać te rzeczy, a nie mądrzyć się, że niby tak już robię ;)

Bo po drodze po te wielkie marzenia, spełnia się setki pragnień, zdarza się tyle pięknych chwil,  które wydają się z pozoru tak błahe, ze nikt nie nadaje im rangi "marzenia" czy "szczęścia". Ale co by było gdyby ich nie było? Czy dalej marzyłabym o tym  WIELKIM marzeniu, o swoim WIELKIM szczęściu?

Dziękuję za to co mam. Na pewno nie mam najgorzej. Nie mam tez najlepiej, to jasne. W końcu jestem Polką, wiec narzekanie i oglądanie się kto ma lepiej mam we krwi ;)

Mówię dobranoc z uśmiechem na twarzy. Rano postaram się powitać dzień tak samo.  


8 komentarzy:

  1. Jak wspaniale to napisałaś - i jak cudownie, że udaje Ci się odnaleźć aż tyle pozytywów, pomimo niewątpliwie ciężkich przeżyć, jakie Was ostatnio spotkały ! Lista dobrych rzeczy wcale nie taka krótka, a myślę, że z tak optymistycznym podejściem będzie wydłużała się z dnia na dzień :) Ja też się tego STARAM UCZYĆ - choć na prazie jeszcze dłuuuga droga przede mną ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To uczymy się razem! :) łatwiej żyć z dobrym podejściem. .. szkoda ze to takie trudne. Mam nadzieje ze na biorę wprawy i wejdzie mi to w krew!
      Przeplatały się te wydarzenia w te lato, te piękne i te ciężkie. Mam nadzieje ze wyjdziemy z tego mocniejsi. Ściskam!

      Usuń
  2. Ostatni czas nie był dla Ciebie łatwy, ale fajnie, że mimo trudności widzisz pozytywy, które przynosi każdy dzień.
    70 lat małżeństwa - coś pięknego. Gratulacje dla Dziadków. Mam nadzieję, że i my doczekamy takiej rocznicy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Piękna rocznica. Jednocześnie były to urodziny - 90 Babci 95 Dziadka. I dzięki Bogu umysł całkowicie sprawny! Życzę i Wam i nam takiej rocznicy!

      Usuń
  3. Ładnie to napisałaś. Najważniejsze jest, żeby w życiu się nie poddawać i zauważać i dostrzegać małe radości i szczęścia.
    Też się cieszę że założyłaś bloga ;)
    Trzymaj się i głowa do góry!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amelia!!! Jak dobrze Cię widzieć. Martwiłam się co u Ciebie słychać. Mam nadzieje ze wszystko w porządku, czekam na update blogowy :*:*

      Usuń
  4. Ah.. nazbierałaś tych szczęść :) I bardzo dobrze oby ich było jak najwięcej i aby były jak największe i tego sie trzeba trzymać :))

    OdpowiedzUsuń
  5. jak to dobrze ,że mogę uczestniczyć w Twoim ,a jednoczesnie naszym oczekiwaniu na Baby...Tak ,trzeba cieszyć się tym co mamy ,i być optymistą ..

    OdpowiedzUsuń